Apulia, czyli najbardziej włoskie Włochy

Bilet do Bari kupiłam w promocji Wizz Air za 170 zł w obie strony. Wylot w niedzielę, powrót z środę, więc prawie cztery dni wakacji na obcasie włoskiego buta. Liczyłam na odpoczynek od grudniowych mrozów, ale troszkę nie wstrzeliłam się w pogodę, bo akurat w czasie mojego pobytu w Apulii temperatura dość mocno spadła (6-10 stopni max). Ale to tyle z minusów, cała reszta okazała się rewelacją!

Pierwszy dzień spędziłam w Bari na zwiedzaniu głównych atrakcji, starówki i centralnych uliczek. Byłam na Zamku, w Muzeum Miejskim i oczywiście w Bazylice Św. Mikołaja. Zrobiłam mnóstwo fotek i wypiłam kilka kaw w uroczych włoskich kafejkach. Klimat stolicy Apulii jest naprawdę niezwykły, ale muszę przyznać, że na jej zwiedzenie wystarczy zaledwie jeden, max dwa dni. Na szczęście w okolicy jest tyle innych miasteczek, wartych odwiedzenia, że nie ma mowy o nudzie! Najlepiej jest korzystać z kolei FSE. Ja tak właśnie zrobiłam i już kolejny dzień mojej włoskiej wycieczki spędziłam w Alberobello.

Alberobello to przepiękna miejscowość położona ok 50 km na południowy-wschód od Bari, którą możecie kojarzyć z niemal wszystkich zdjęć jakimi promowane są loty do Bari. Trulli, czyli małe białe domki, z szarymi dachami, tworzą krajobraz niczym z bajki o krasnoludkach. Tych, jedynych w swoim rodzaju, kamiennych domów jest w Alberobello ok. 1400. Co ciekawe, pierwotnie służyły jako spichlerze, ale gdy wprowadzono bardzo wysokie podatki na budynki mieszkalne (tylko wykończone!), zaradni chłopi postanowili wykorzystać ich konstrukcję, a dokładniej łatwość zdjęcia z nich dachu, aby obejść opłatę. Od tej pory trulli zaczęły być wykorzystywane jako mieszkania. Dziś są elementem dziedzictwa kulturowego Włoch, a od 1996 r widnieją na liście UNESCO. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o trulli, możecie wybrać się do poświęconego im muzeum – Museo del Territorio „Casa Pezzolla. Muzeum to znajduje się, jak nie trudno zgadnąć, we wnętrzach kilku połączonych ze sobą trullo. Jak tam trafić możecie zobaczyć na zamieszczonej poniżej mapce.

Ciekawą opcją jest też możliwość wejścia do zwykłego, wciąż zamieszkiwanego trulli. Właścicielem jest przemiły Włoch, który z radością oprowadza po swoim domostwie, pokazuje album z rodzinnymi zdjęciami, opowiada związane z tym miejscem historie (i nie ważne, że mówi tylko po Włosku, pasja i ekspresja z jaką to robi, pozwala zrozumieć niemal wszystko).  

Ostatni dzień, a w zasadzie przedpołudnie, w Apulii spędziłam w Polignane a Mare. Dojazd kolejką FSE zajmuje niecałe 40 minut i kosztuje 5 euro w obie strony, za to widoki bezcenne. Wzburzone morze i przepiękna starówka na skarpie to wizytówka całego regionu. Na intensywne zwiedzanie Polignane wystarczy kilka godzin, ale jeśli macie więcej czasu to polecam spacer po klimatycznej, typowo włoskiej starej części miasta. Celowo nie piszę o błądzeniu uliczkami, bo jest to tak niewielka miejscowość, że zgubić się byłoby trudno – zwłaszcza, że pierwsza rzecz na jaką natkniesz się wychodząc ze stacji to duża rysunkowa mapa wytyczająca najciekawszą trasę. Świetna sprawa, bo dzięki temu sprawnie dostaniesz się do wybrzeża wzdłuż którego po prostu trzeba się przespacerować. 

Niestety to co dobre szybko się kończy. Tak też było z moim wyjazdem do Włoch. Jeszcze tego samego dnia siedziałam w samolocie do Polski. Podróż upłynęła mi jednak niezwykle szybko, dzięki towarzystwu czworga nowo poznanych Polaków. Okazało się, że podobnie jak ja (i miliony innych obieżyświatów ;) ), każdą wolną chwilę poświęcają na zwiedzanie. Ich relacje z podróży stały się dla mnie inspiracją do kolejnych wyjazdów, o których już niebawem przeczytacie na blogu.

Tagged under: , , , , , , , ,

1 Komentarz 6 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry