Bratysława od świtu do zmierzchu

W necie można  znaleźć sporo artykułów o zwiedzaniu Bratysławy w jeden dzień. Nic w tym jednak dziwnego, skoro większość turystów traktuje to miasto jedynie jako przystanek w podróży do oddalonego o zaledwie 54 km Wiednia. Ta konkurencja zdecydowanie niekorzystnie odbija się na wrażeniach ze słowackiej stolicy, co widać w licznych komentarzach klasyfikujących Bratysławę jako brzydszą siostrę Wiednia, Budapesztu, czy Pragi. Czy tak rzeczywiście jest? Cóż, sama chciałabym się przekonać, dlatego na pierwszą wiosenną niedzielę tego roku wybraliśmy się z Leo tam właśnie.

Znalazłam dość tanie bilety na Polski Bus, który na miejsce dojechał o godzinie 3.40 nad ranem, a z powrotem ruszał o godz 1 dnia następnego. Dzięki temu udało nam się zaoszczędzić na noclegu. To genialne rozwiązanie dla każdego, kto tak jak ja potrafi zasnąć wszędzie i w każdych warunkach (nawet w ścisku i duchocie jakie zazwyczaj panują w autobusach tego taniego przewoźnika).

Pierwsze wrażenia z jeszcze ciemnej, nocnej Bratysławy okazały się nadzwyczaj pozytywne. Ciche, niemal wyludnione miasto  (poza niedobitkami wracającymi z sobotnich imprez) ma niebywały urok. W zasadzie jeszcze przed 9.00, czyli otwarciem pierwszych atrakcji, zdążyliśmy przejść całe centrum, w tym starówkę, co najmniej kilka razy.

Niewielki, za to niezwykle zadbany rynek, z klasycznym ratuszem, fontanną i charakterystyczną figurą Żołnierza Napoleońskiego (Napoleonský vojak) bardzo przypadły mi do gustu. Również słynna Michalska którą prowadził niegdyś trakt królewski, prezentuje się jak należy. Oczywiście uliczki nie przypominają blaskiem ani przepychem tych wiedeńskich, a bratysławski ratusz mógłby zmieścić się w jego budapesztańskim odpowiedniku tak z 5 razy, ale to nie ma żadnego znaczenia, bo najważniejszy jest fantastyczny klimat, który Bratysława z całą pewnością ma. Jest tu spokojniej i swobodniej niż w innych, przeważnie większych i bogatszych europejskich stolicach.

Wracając jednak do zwiedzania i staromiejskich atrakcji to nie można pominąć symbolu Bratysławy, czyli Čumila. Čumil to wystająca z ziemi figura kanalarza. Oczywiście obowiązkowa fota, do której w godzinach popołudniowego szczytu turystycznego ustawiają się tłumy. Podobnie zresztą jak do pomnika „Pięknego Ignacego” (Schone Naci Statue).

Zależało nam na czasie,wszak mieliśmy tylko jeden dzień, dlatego na szybkie śniadanie wstapilismy do Centrum Handlowego Eurovea. Mają tu niezawodny w takiej sytuacji Starbucks  (wiem że to amerykańska komercha i nie umywa się klimatem do lokalnych kawiarni, ale cóż, mam słabość do ich napojów). Następne nasze kroki skierowywaliśmy do zamku Bratysławskiego.

Wejście na wzgórze, kilka fotek i ni stąd ni z zowąd, zrobiła się już 11.00. Wróciliśmy wiec na starówkę, gdzie wstapilismy do punktu informacyjnego po mapkę i informacje o Danubiana Meulensteen Art Museum, czyli muzeum sztuki współczesnej, którym zachwyciłam się już w czasie przedwyjazdowego reaserchu. Autobus nr 90 do oddalonego od centrum o ok 20 km muzeum.odjeżdża z parkingu visa-vi Sheratona co godzinę. Na zwiedzanie trzeba przeznaczyć 1-2 godziny (nam zajęło to półtorej, ale pyszna kawa w uroczej muzealnej kawiarni umiliła nam oczekiwanie na autobus). Co do samego muzeum to był to zdecydowany strzał w 10! Mnóstwo interesujących instalacji, oryginalnych obrazów, zaskakujących rzeźb. Zdecydowanie polecam wszystkim miłośnikom sztuki współczesnej, ale tez tym którzy jeszcze nie doceniają jej piękna – po wizycie w Danubiana to na pewno się zmieni.

Po powrocie do centrum czekał nas kolejny punkt programu –  Nowy Most, a dokładniej tzw. UFO, czyli umieszczona na nim platforma widokowa. Koszt wjazdu to 7 euro, więc niemało jak na tę atrakcję (dla gości ekskluzywnej i bardzo drogiej restauracji znajdującej się pod tarasem widokowym, wjazd rzez jasna darmowy). Widok z góry całkiem w porządku, zwłaszcza na północną stronę, czyli Dunaj, wzgórze zamkowe, katedrę i stare miasto. Krajobraz na południe od mostu prezentuje się nieco słabiej – osiedle z wielkiej płyty pomalowane na pastelowe kolory,a w oddali farma wiatrowa i pola, prawdopodobnie należące już do oddalonej o zaledwie kilka kilometrów Austrii.

Wieczór planowaliśmy spędzić na wycieczce do Zamku Devin  (8 km od centrum, odjazd autobusu nr 28 spod mostu UFO ), ale niestety, jak doczytaliśmy w przewodniku, czynny był jedynie do godziny 16, a ta już dawno minęła.

Pozostało nam więc spędzić ten czas na spacerowaniu po starówce, nocnym wejściu na zamkowe wzgórze, zakupie skromnych pamiątek i kolejnej małej czarnej w jednej z uroczych kawiarenek. Dzięki tym nadprogramowym godzinom udało nam się też zwiedzić Kościół Św. Elżbiety, potocznie zwanym Niebieskim.

Autobus do Warszawy odjeżdżał o godzinie 1:15, wiec mimo dużego obłożenia (w końcu jechał z Wiednia ), od razu zasnęliśmy. Tej długiej, i jakby nie było, męczącej podróży trochę się obawiałam (to nasz pierwszy tak daleki wyjazd bez noclegu),ale już wiem, że nie było zupełnie powodu do niepokoju. Bratysławski city break uważam za wyjątkowo udany i z pewnością powtórzymy tego typu jednodniowy wypad jeszcze nie raz.

Tagged under: , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry