Cyclingowy maraton

1409325783277Z hasłem Maraton mam dziś same miłe skojarzenia, choć pamiętam, że był to naprawdę ogromny wysiłek. Przebiegnięcie ponad 40 kilometrów wymaga nie tylko siły w nogach, ale przede wszystkim w głowie. To walka z samym sobą, bo choć w pewnym momencie nogi przebierają automatycznie, jak w transie, to jednak każdy krok boli. Wiem co mówię, bo udało mi się przebiec zeszłoroczny Maraton Warszawski (o czym na blogu już pisałam). Nie mogę jednak narzekać, bo przetrwałam to wyzwanie niezwykle łagodnie, bez tzw. ,,ściany”, 4 godziny cały czas  w równym tempie do celu. Fajne wspomnienia, dodają energii i motywacji. Czy pobiegnę w tym roku na razie nie wiem. Nie zaczęłam się co prawda jeszcze przygotowywać, a w zeszłym roku biegałam wg planu ,,100 dni do Maratonu”, ale myślę (a raczej mam nadzieję) że regularne treningi wytrzymałościowe + bieganie kilka razy w tygodniu przez 45 min, pozwoliłyby mi na pokonanie 42.195 km. Być może spróbuję, choć nikogo nie zachęcam do naśladowania tego typu eksperymentów. Zrobienie Maratonu techniką ,,na kamikadze” może się średnio skończyć, tym bardziej jak ktoś jest takim uparciuchem jak ja i trudno byłoby mu zejść z trasy na tarczy.

Wracając jednak do tematu, maraton od wczoraj kojarzy mi się już nie tylko z bieganiem, ale też z rowerem. I to nie takim zwykłym, ale cyclingowym. Tak jest, też byłam zaskoczona, kiedy dowiedziałam się, że w klubie Pure w Blue City, do którego regularne chodzę popedałować w rytm muzyki, odbędzie się 5-cio godzinny Cycling-Maraton. Od razu powiem, że tym razem nie mogłam podjąć wyzwania wytrwania na rowerku od początku do końca, gdyż miałam wieczorem spotkanie i po 2 h musiałam uciekać. Żałuję bardzo, bo było super. Trening był lżejszy, ale bardzo dynamiczny. Następnym razem postaram się przepedałować całe 5 godzin! A będzie ku temu jeszcze n1409325730018ie jedna okazja, bo takie rowerowe maratony mają odbywać się co miesiąc.

Jednak nie od początku byłam pozytywnie nastawiona do pomysłu intensywnej jazdy przez tak długi czas. Bałam się, że będzie strasznie ciężko  i do tego jeszcze nudno. Nic z tych rzeczy, jeździło mi się lepiej niż zwykle i po drugiej godzinie nie miałam kompletnie ochoty zsiadać. Jedyny minus to miejsce gdzie zostały wystawione rowery. Normalnie zajęcia prowadzone są w oddzielnej sali, a wczoraj ustawione były w części głównej i to na wprost wejścia. Lustra więc brak (ale można przeglądać się swobodnie w oczach wszystkich wchodzący klubowiczów).

Jeśli natomiast chodzi o zalety cyclingowego maratonu, to jest ich znacznie więcej. Zwłaszcza jeśli uwielbiasz rowery tak jak ja. Przede wszystkim można podjąć wyzwanie i dotrwać do końca, a to daje na pewno wielką satysfakcję (przynajmniej mnie by dało). Spalone kalorie można też nadrobić wcinając darmowy Catering Dietetyczny. No ok, nadrobić to może za dużo powiedziane, bo przy tylu godzinach jazdy potrzeba więcej energii niż porcje degustacyjne. Swoją drogą niezły sposób promocji takiego jedzenia. Najbardziej smakowały mi razowe naleśniki z kurczakiem i grilowanymi warzywami, aż sama spróbuję takie zrobić.

Poza tym taki maraton to też świetna zabawa i ogromna dawka pozytywnej energii. Doładowuje akumulatory na cały wieczór! Dlatego jeśli gdzieś w Twojej okolicy organizują podobne eventy to nie ociągaj się tylko wpadaj. Nie musisz pedałować pięć godzin, w każdej chwili możesz przerwać, zapewniam jednak, że szybko to nie nastąpi, bo cycling naprawdę wciąga!

1409325865980

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry