Dobra ryba nawet nad morzem

Wiem, że trudno Wam w to uwierzyć, ale udało mi się zjeść w Gdańsku dobrą rybę z Bałtyku! W świetle ostatnich doniesień medialnych o tym jak oszukują nas w smażalniach na Wybrzeżu, serwując sprowadzane tanie ryby z wątpliwej jakości zagranicznych hodowli, byłam gotowa na wszystko. A jednak, czekała mnie mila niespodzianka. Oczywiście spotkałam się też z miejscami, gdzie już samo menu budziło poważne wątpliwości – na tabliczce napis ,,Świeże ryby z kutra”, a pod spodem takie frykasy jak np. panga. Szkoda gadać, zwłaszcza, że nawet nie wchodziłam do środka. Skupię się więc na tym, co godne uwagi, czyli na 3 miejscówkach z naprawdę dobrymi rybami. Na wstępie dodam tylko, że uszeregowałam je pod względem ,,ekskluzywności” (to słowo brzmi dziwnie w kontekście baru rybnego, ale chodzi mi tu zwłaszcza o wrażenie jakie zrobił na mnie dany lokal i serwowane w nim jedzenia oraz stosunek ceny dań do ich jakości). I tak:

3. miejsce: Karmazyn – zwykły bar rybny z niezwykle smaczną, i co dla mnie najważniejsze, przygotowywaną w zdrowy sposób, rybką. Zjadłam tu gotowanego na parze sandacza w cenie 11.50 zł/100g i pstrąga za 6.50 zł/100g  (wiem, że to akurat nie jest morska ryba, ale ponieważ ją uwielbiam nie mogłam sobie odmówić). Porcje spore i naprawdę smaczne, widać że ryby świeżutkie. Jeśli chodzi o stopień doprawienia to myślę, że mogli bardziej się postarać, ale ryba gotowana na parze nigdy nie będzie tak wyrazista w smaku jak przygotowana na grillu albo w piecu. Leo zamówił smażonego dorsza i nie był nim zachwycony, ale też specjalnie nie narzekał (a biorąc pod uwagę jego nastawienie do ryb to i tak nieźle). Lokal w porządku, ale nie zachwyca, choć plus za to, że można zjeść i w środku i na zewnątrz (co wbrew pozorom nie jest w takich miejscach standardem), a wystrój w stylu marynarskim wprowadza w klimat. Jeszcze jedną ciekawostką odnośnie Karmazyna jest to, że przypomina nieco bar mleczny – zamawiasz danie w okienku i dostajesz numerek, a potem przez megafon wywołują Cię (po numerze oczywiście) do odbioru. Aha, zapomniałabym… jeśli zamawiasz zestaw z frytkami (tak jak zrobił to Leo), a nie lubisz jak zamiast chrupać w ustach ociekają tłuszczem, poproś, aby rybę umieścili obok frytek, a nie bezpośrednio na wierzchu (przy czym od razu mówię, że zdecydowanie polecam wersję gotowaną na parze, więc mam nadzieję, że ta uwaga i dla Was jest bezużyteczna).

2. miejsce: Tawerna Dominikańska – restauracja, która przeszła metamorfozę w programie ,,Kuchenne rewolucje”. Uwielbiam Magdę Gessler, uważam że ma niesamowitą osobowość, a do tego prawdziwy talent i zmysł kulinarno-artystyczno-przedsiębiorczy (zbitka nietypowa jak sama pani Magda), więc będąc w Gdańsku nie mogłam nie sprawdzić jak radzi sobie knajpka, którą zrewolucjonizowała. Byłam bardzo pozytywnie nastawiona, a wręcz nie mogłam doczekać się kiedy skosztuję prawdziwego łososia bałtyckiego. Pamiętałam jeszcze z programu, że Magda Gessler była rozczarowana trudnością znalezienia prawdziwego łososia bałtyckiego w gdańskich barach i restauracjach, i nie ukrywam, że mnie również to wkurza. Moje nadzieje na to, że właściciele nie zaprzepaścili efektów rewolucji były więc ogromnie i na szczęście nie okazały się płonne. W karcie jak wół – ŁOSOŚ BAŁTYCKI. :) :) :) – to moja reakcja. Można było zamówić go w wersji smażonej, albo upieczonego w foli bez dodatków. Ta druga opcja na życzenie klienta (nie wpisana w kartę, ale wystarczy poprosić, a bez problemu przygotują – pewnie wygląda mniej okazale, ale można za to połechtać kubki smakowe niczym niezaburzonym smakiem łososia – coś wspaniałego!). Musze przyznać, że mięso z prawdziwego BAŁTYCKIEGO łososia jest najwspanialszym smakiem jaki kiedykolwiek miałam w ustach… delikatne i soczyste… poezja… W każdym razie polecam każdemu, kto jeszcze nie miał okazji spotkać się z tą rybą, aby  spróbował. Jeśli jednak zdecydujecie się na zakup bałtyckiego łososia gdzieś indziej, zwracajcie uwagę na jego kolor – powinien być dużo jaśniejszy od norweskiego karmionego mączką zawierającą barwnik – astaksantynę. W Tawernie Dominikańskiej można też skosztować m.in. pstrąga potokowego (nie omieszkałam – rewelacja), sandacza, flądry, czy dorsza  (i oczywiście całą gamę dań mięsnych). Do wyboru, do koloru, a wszystko pyszne. Mam jednak dwie uwagi. Po pierwsze ceny. Rozumiem, że za jakość i lokalizacje (nad samiutką Motławą) trzeba zapłacić, ale żeby 330 ml wody kosztowało 6 zł to już lekka przesada. Druga rzecz to czas oczekiwania – ok 50 minut. Dlatego też, mimo wspaniałego łososia, który będzie śnił mi się po nocach, nie mogę przyznać Tawernie Dominikańskiej pierwszego miejsca w moim rankingu.





Zwycięzcą zostaje więc BAR PRZYSTAŃ !!!

1. miejsce: Bar Przystań w Sopocie – to co prawda nie Gdańsk, ale wciąż Trójmiasto i to w zasadzie tuż przy granicy z Gdańskiem, a spacerek plażą zrobi dobrze każdemu, (zwłaszcza jeśli idzie się na tak rewelacyjny obiad). Muszę przyznać, że położony nad samym morzem Bar Przystań zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie dość, ze wybór świeżych ryb jest spory to i na różnorodność sposobów podania nie można narzekać. Zjemy tu zarówno rybę smażoną, jak i pieczoną bez tłuszczu, wędzoną, a nawet w formie zupy. My trafiliśmy do tego lokalu w wyjątkowo paskudną pogodę czym próbuję usprawiedliwić nasze obżarstwo – w tak ulewnym deszczu zrobiłabym niemal wszystko, aby zostać w ciepłej knajpce z widokiem na morze :) Kolejka była niezwykle długa, ale to podobno codzienność w Barze Przystań (co zresztą o tym miejscu bardzo dobrze świadczy). Zamówiłam witlinka i sandacza,  a także prawdziwe moje kulinarne odkrycie, czyli zupę rybną. Sandacz i witlinek upieczone bez tłuszczu, za to ze sporą ilością przypraw, smakowały wyśmienicie, były soczyste, delikatne, a zarazem wyraziste. Za obie zapłaciłam niecałe czterdzieści złotych, wiec w porządku. Leo zamówił natomiast halibuta i zupę rybną, a ja oczywiście popróbowałam tych wspaniałości z jego talerza i…. byłam zachwycona. Halibut genialny, ale zupa rybna przeszła najśmielsze moje oczekiwania (co prawda to nie było trudne, bo dotąd zupy rybnej nie jadłam, a że słyszałam tu i ówdzie, że takie ,,specjały” smakują paskudnie to od początku byłam uprzedzona). Zupa z łososia i dorsza, w której pływały duże kawałki ryb była idealnie doprawiona, sycąca i optymalnie rozgrzewająca – wiem, że przy dzisiejszym upale słowo ,,rozgrzewająca” nie brzmi zachęcająco, ale wierzcie mi, w ubiegłą niedzielę wieczorem budziło zupełnie inne skojarzenia. Nie mogłam się oprzeć i sama też sobie taką domówiłam. Zabawny był sposób odbierania zamówienia – dostawało się takie niewielkie elektroniczne urządzenie, które gdy danie było już gotowe, zaczynało głośno wibrować (przy ilości ludzi w barze i jego przestronności to przydatny gadżet). Jedyne do czego mogłabym się przyczepić to wielkość stolików, a dokładniej to, że poustawiane były po kilka obok siebie, więc jeśli ktoś chciałby umówić się tam na randkę niech nie liczy na prywatność,  zawsze ktoś się dosiądzie. To jednak drobiazg, który nic nie znaczy przy wszystkich innych atutach tego miejsca. Za całokształt, w tym zwłaszcza stosunek jakości do ceny, spokojnie wystawiłabym Barowi Przystań 10/10 pkt :) Brawo!





1 Komentarz 8 Komentarzy

  1. Basia Odpowiedz

    Ja do powyższej trójki mogę polecić też niewielki bar na Skwerze Kościuszki w Gdyni – to nadal Trójmiasto :-) Nazywa się Fish Me. Menu nierozbudowane ale rybka palce lizać! Do tego można kupić tam rybny garmaż – spróbowałam 2 rodzaje śledzi i pierogi z pstrągiem – pycha!

  2. Celcia Odpowiedz

    Hej a byliście w Smak Morza? Jak dla mnie przebija te 3 przez Ciebie wymienione. Naprawdę mają tam świeżo, smacznie i bardzo przytulnie. Fajny wpis. Pozdrawiam ;)

  3. arc Odpowiedz

    Bylem dziw w barze Przystan, rowniez sugerujac sire powyzsza recencja. Nie moge polecic. W sordku tygodnia o godzinie 13:40 nie bylo juz zadncyh swierzych ryb, z wyjatkiem pstraga oraz losocia hodowlanego. Nie po to jade >600 lm nad morze, zeby pstraga tu konsumowac… Poza tym lokal nastawiony na masowa klientele.
    Zjedlismy zatem halibuta, ktory wizuwalnie prezentowal sie ladnie, natomiast smakowo byl bez smaku (jadalem lepiej zronine na glebokim poludniu Polski).
    Porowonujac do wczorajszej fladry i dorsza w barze „Laguna Smaku” w Gdyni, kolo „Blyskawoci” – to niebo a ziemia. Nie wspominjac, ze cenowo tam rowniez byla bardziej atrakcyjnie.
    przem

  4. Renata Odpowiedz

    Jeśli nad morze to tylko na aktywny wypoczynek. Polecam Hel i kurs windsurfingu. Na rybkę tylko do zaufanego lokalu. Taka gastronomiczna przygoda może się gastrologicznie źle skończyć. :)

  5. DobraRyba Odpowiedz

    W barze przystań również byłam, wybraliśmy się ze znajomymi, rybka dobra ale bardziej pamiętam że było wtedy strrrasznie zimno i wietrznie. W Tawetnie Dominikańskiej też byłam bo bardzo ciekawiło mnie jak to wygląda po kuchennych rewolucjach i w sumie było dość smacznie ;). Ale najlepszą rybę zjadłam w końcu w Szafarni 10. Sprawdźcie koniecznie.

  6. Danut Odpowiedz

    Aż mi ślinka pociekła :P
    Jak ktoś szuka dobrej restauracji gdzie można zjeść pyszną rybę to polecam też zajrzeć na stronę Pomorskie Prestige. Tam mają zestawienie najlepszych miejsc :) Kilka z wymienionych tam knajp osobiście sprawdziłam i na pewno tam wrócę.
    Polecam zajrzeć i przetestować http://pomorskie-prestige.eu/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry