Od dolin po szczyty cz.2

Zapraszam na drugą część przewodnika dla prawie początkujących. Przeczytaj pierwszą część. W tej z racji konieczności pracowania nad magisterką i chęci zainteresowania, a nie zanudzenia czytelnika nieco ograniczę opisy.

  1. Dolina Strążyska – Przełęcz w Grzybowcu – Wyżnia Kondracka Przełęcz – Giewont – Kondracka Przełęcz – Hala Kondratowa – Kuźnice
    Jeden z moich kolegów powiedział ostatnio , że chciałby wejść na Giewont. Wiele jest takich osób i wbrew pozorom to nie jest łatwa 7810513082_a211b7f74fgóra. Każdy z Was słyszał historie, że właziły tam babcie, czy kobiety w szpilkach. Nie odnosząc się do nich przestrzegam. To jest specyficzna góra. Góra gór – cel każdego turysty w Tatrach, dlatego każdy kamień jest wyślizgany i zdradziecki. Do tego tłumy, wręcz kolejki pod szczytem. Musisz uważać tym bardziej, że trasa jaką zaplanowałem jest tą najtrudniejszą z co najmniej trzech możliwych podejść na Giewont. Ale dasz radę. Najpierw jest bardzo łatwo, wręcz banalnie, dopiero na czerwonym szlaku jest nieco trudniej. Uwaga pod samym szczytem na śliskie skały i łańcuchy. Tłum, który wywołuje psychiczną presję, też nie pomaga. Nawet jeśli idzie Ci słabo, czy wolno – nie przejmuj się. Wszystko ma być bezpiecznie zrobione. Możesz poprosić kogoś o pomoc, czy radę jeśli utkniesz. Nie przewiduję trudności, ale kto wie. Lepiej dmuchać na zimne więc uważaj na każdy krok – a na koniec naciesz się widokiem, który jest przepiękny bo widać i Czerwone Wierchy i Kasprowy i w oddali Tatry Wysokie, no i oczywiście widok na Zakopane też robi piorunujące wrażenie. Schodzisz na Kondratową i prawdziwa trudność zacznie się od Kondrackiej Przełęczy bo ścieżka poprzecinana jest strumieniami więc bywa mokro. Do tego cała masa narodu, jakby normalnie Biedronkę na górze otwierali, kamienie śliskie, niestety będzie tak do samych Kuźnic. Ale i takie „trudności” musisz umieć pokonywać.
  2. Kuźnice – Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Przełęcz Karb – Kościelec – Czerwone Stawki – Hala Gąsienicowa – Kuźnice
    Kościelec – moja pierwsza poważna góra. Wspięliśmy się na niego z XSką w zasadzie bez kłopotu, potem jednak zdaliśmy sobie sprawę z jego trudności, m.in. w trakcie rozmów z doświadczonymi Taternikami, którzy wolą iść na Świnicę niż na Kościelec. Po kolei jednak. Każdy, kto nie mieszka w schronisku tylko „na dole” zna trasę do Czarnego Stawu na pamięć. Każdy kto chodzi w wysokie góry obudzony w nocy o północy bez zastanowienia ją sobie przypomni. Do Przełęczy między Kopami są dwie drogi. Ja wolę przez Boczań, bo jesteśmy tam w stanie sporo czasu nadrobić (nie mamy strat na starcie, ale inne słowo mi nie przychodzi do głowy). W mojej ocenie do Czarnego Stawu Gąsienicowego doświadczony turysta górski z łatwością dotrze poniżej półtorej godziny. Druga z dróg mniej mi odpowiada z tego względu, że miejscami brakuje kamieni i317316477_778ec85c6d trzeba się wspinać po gołej ziemi, która jest stroma, wystarczy nieco wilgoci, o co zwłaszcza rano nie trudno i podejście może zacząć sprawiać problem. W każdym razie od Przełęczy między Kopami do Czarnego Stawu Gąsienicowego droga jest łatwa i przyjemna, raz w górę, raz w dół, a raczej odwrotnie :) Jeśli chcesz, możesz wstąpić do schroniska, ale rano nie widzę takiej potrzeby, to tylko wydłuża niepotrzebnie czas. Czarnym Stawem będziesz tak wielce zachwycony, że bez krótkiej sesji się nie obejdzie ;) Nie trać na nią zbyt dużo czasu, bo będziesz tędy maszerował jeszcze wielokrotnie. Teraz w prawo. Dość stromo i męcząco, ale po kilkudziesięciu minutach dotrzesz na Przełęcz Karb. Widoki przednie, nie trać jednak czasu bo im wyżej tym piękniej. Chwilka w dół i zaczyna się podejście na Kościelec. Specyfika tej góry polega na tym, że mimo trudności, często gołych skał do wspinania – nie zamontowano tam ułatwień w postaci łańcuchów itp. Nie wyciągaj z tego wniosków zbyt pochopnie – to bardzo trudna góra. W sensie technicznym, bo kondycyjnie trudniej mi się wchodzi na Karb. Szlak biegnie zakosami więc uważnie obserwuj oznaczenia, żebyś nie zabłądził, bo to bardzo niebezpieczne. Podstawą są dobre buty, adidaski czy inne półbuty nie wystarczą. Pochylaj się w stronę góry, żeby nie zachwiał Cię podmuch wiatru. Kilka miejsc może sprawić Ci trudność, zwłaszcza pod samym szczytem. Na końcu jest bowiem do przejścia boss. Jest nim trzymetrowa skała, jak mówiłem bez łańcuchów, są jednak wyrobione stopnie więc powoli dasz radę. Nie spiesz się i bądź ostrożny – to tutaj najczęściej zdarzają się wypadki. Podejdź do tego z respektem, a dasz sobie radę. Brawura to zły doradca. Warto się pomęczyć, bo ze szczytu widać dosłownie wszystko. Mój ulubiony widok, do którego wielokrotnie wracam. W dole stawy, w dolinie Zakopane, w oddali Gorce. Za plecami majestatyczna Świnica. Dokładnie widać calutką Orlą Perć więc napatrz się, co za jakiś czas pokonasz. Po lewej jeszcze Kasprowy. Kościelec pozytywnie mi się kojarzy jeszcze, bo byłem świadkiem, a nawet uczestnikiem pewnej sytuacji. Kiedy byliśmy tam drugi raz – podszedł do mnie chłopak, wręczył mi aparat i na stronie powiedział co za chwilę zamierza zrobić. Podszedł do pięknej dziewczyny. Ukląkł, wyjął pierścionek i poprosił ją o rękę. Ja wszystko nagrałem na jego aparat i będą mieli wspaniałą pamiątkę. Wszyscy bili brawo – fajne wspomnienie. A dziewczyna oczywiście się zgodziła ;) Teraz aż do dołu będzie dość szybko więc nie zostawiaj obiadu na później i zjedz go w pięknym otoczeniu Tatr Wysokich. Dopiero schodząc docenisz trudność Kościelca. Patrząc w dół zdasz sobie sprawę, że ta góra jest bardzo, bardzo stroma. Imponująco wygląda, biegnąca zakosami ścieżka. Uważaj na każdy krok, bo schodzenie wcale nie jest łatwiejsze, a łatwiej się rozkojarzyć, zwłaszcza widząc tak cudowne widoki. Jak dotrzesz bezpiecznie do Przełęczy to już jestem spokojny, bo dalej jest łatwiej. Z Kościelcem kojarzy mi się jeszcze jedna sytuacja więc Cię ostrzegę. Gdy kiedyś zeszliśmy już ze szczytu, to na Przełęczy Karb zagadała do nas grupa rówieśników. Zapytali o podejście i co radzimy. Sytuacja była trudna bo zbierały się brzydkie chmury. W górach pogoda zmienia się dosłownie w kilku minut. To nie kolejny utarty slogan. Tak serio jest. Świeci słońce, nagle nie mija 10 minut i wali grad. Tak właśnie było. 10 minut od naszego spotkania zaczął padać deszcz z gradem. Przemiękliśmy do suchej nitki, w ciągu zaledwie kilku minut, mimo nieprzemakalnych butów i płaszczy przeciwdeszczowych. Dziś jestem bardzo zadowolony z udzielonej im rady. To był ich pierwszy raz, mieli właśnie wspomniane adidaski bez bieżnika, dorzuć do tego deszcz z gradem i tragiczny combos gotowy. Powiedzieliśmy im, że nie warto ryzykować i że za max pół godziny będzie deszcz. Dalej po Hali jest łatwo i płasko więc można podkręcić tempo. Schodząc do Kuźnic możesz sprawdzić tą drugą drogę (której nie wybrałeś rano). Wyrobisz własne zdanie i będziesz wiedział, którędy wejść jutro.
  3. Kuźnice – Hala Gąsienicowa – Czarny Staw Gąsienicowy – Skrajny Granat – Zadni Granat – Zmarzły Staw – Hala Gąsienicowa – Kuźnice Wreszcie! Kawałek Orlej Perci dziś na tapecie. Już o tym pisałem w pierwszej części, ale tu warto znów to podkreślić. Wybierz dzień z pewną pogodą, w deszczu stamtąd możesz nie wrócić i to nie jest żart a przestroga. W pogodny dzień, kiedy trasy są suche powinno się udać. Do Czarnego Stawu trasę opisałem powyżej. Jeszcze kilka razy i będziesz tędy wbiegał (no prawie). Zatem tym razem nad Stawem idziesz w lewo, kilka przyjemnych minut wokół Stawu i będziesz niemal po drugiej stronie. W lewo odchodzi żółty szlak na Granaty – to Twój dzisiejszy cel. Od samego początku kamienne schody, których nie znoszę. To najbardziej męczy, zatem przez kilkadziesiąt minut, a może nawet godzinę będziesz hartował kondycję. Po tym czasie dojdziesz do pierwszej przeszkody. Jesteś teraz w cieniu góry (zakładając że wyszedłeś odpowiednio rano) więc skały i łańcuchy lodowate(dlatego rękawice są dobrym pomysłem). Dziś przekonasz się w pewnym stopniu co to wspinaczka. Używaj wszystkich sztucznych ułatwień na trasie i nie spiesz się. Jeszcze max godzinka i jesteś na szczycie. Obserwuj oznaczenia szlaku bo czasem gwałtownie skręca, lub gdy myślisz, że będziesz szedł prosto, okazuje się, że masz zacząć wspinać się po

    skale po Twojej lewej. Zatem uważnie, z głową i ostrożnie. Na szczycie jest pięknie, widać – oprócz tego co już znasz – Dolinę Pięciu Stawów. Na szczycie podejmij decyzję – czy się mocno zmęczyłeś i wracasz tą samą trasą, czy pójdziesz na drugi Granat. Jeśli czujesz się na siłach to warto – poćwiczyć technikę. Nie pomyl drogi – dziś jeszcze na Krzyżne nie idziesz. Kieruj się jakby w prawo – w stronę Świnicy. O ile dobrze pamiętam to w tym miejscu trasy – w stronę Zadniego Granatu nie ma łańcucha, a w Stronę Krzyżnego są już od startu. To może być pewna wskazówka. Dalej, na trasie pojawi się wiele łańcuchów, kilka fajnych (trudnych) momentów, ale myślę, że jesteś już na nie gotowy. Jeśli masz okazję to obserwuj, jak sobie radzą bardziej doświadczeni taternicy. Podpatruj technikę, patrz krytycznie i wyłapuj błędy, żeby ich nie powielić. Nie spiesz się. Dotrzesz na szczyt Pośredniego Granatu, myśląc, że to już i że szybko zeszło. Nic bardziej mylnego, jak mawia Radek Kotarski, to dopiero pół drogi. Powoli, ale do przodu. Na trasie spotkasz jeden fragment, który mnie kiedyś zaskoczył. Nagle dochodzisz do fragmentu na ścieżce, który wygląda, jakby był miejscem gdzie spotykają się dwie skały, jedna oddalona od drugiej o około półtora metra. Nad tą mini przepaścią rozciągnięty jest łańcuch. Wygląda strasznie, ale polega na postawieniu dużego kroka nad większą dziurą i tyle. Nie skacz (!) bo nie raz widziałem, jak ktoś się tutaj po czymś takim poślizgnął. Na szczęście wokół nie jest bardzo stromo więc zawsze kończyło się tylko na przyspieszeniu akcji serca. Jak dotrzesz na Zadni Granat to w dół już będzie łatwiutko. Krok po kroku po kamiennych schodach. W pewnym momencie szlak zielony, którym schodzisz krzyżuje się z czarnym. Spójrz jak on przebiega. Widać słynny kominek na Żlebie Kluczyńskiego. Nie przerażaj się – kiedyś i temu podołasz. Dalej kawałek zielonym, później żółty i dotrzesz nad Zmarzły Staw. Ten fragment łatwy i dość szybki. Wchodząc na niebieski szlak spotkasz wiele osób idących i wracających z Zawratu – pogadaj z nimi, opowiedzą co Cię jutro czeka. Jeśli wszedłeś na wszystkie Granaty to i tam dasz radę. Schodząc niebieskim uważaj bo bywa ślisko, ale nie trudno. W pewnym momencie, gdy wyjdziesz zza skały oczom ukaże się Czarny Staw – teraz już wiesz czemu się tak nazywa (zwłaszcza gdy słońce jest już dość nisko). Dalej drogę już znasz i sobie poradzisz. Od dziś możesz opowiadać, że byłeś na Orlej Perci.

Strasznie się przeciąga mój artykuł, ale jakoś o górach bardzo łatwo mi się pisze. Zatem powstanie trzecia część przewodnika. W niej między innymi – Zawrat, Świnica, Rysy, i cała Orla Perć. Już za kilka dni.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry