Lizbona palce lizać, czyli gdzie zjeść dobrą rybę i nie tylko

O rybach i owocach morza pisałam już sporo w kontekście kuchni śródziemnomorskiej, zwłaszcza greckiej i hiszpańskiej, nigdzie jednak nie spotkałam się z tak szeroką ich dostępnością i różnorodnością jak w Portugalii. Zarówno w Porto jak i Lizbonie ilość restauracji, których specjalnością są właśnie potrawy z ryb, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Mało tego, ceny podobne lub nawet niższe niż w Warszawie. Wszystko świeże i pyszne, choć zdarzyły się wyjątki… Gdzie zatem warto zjeść będąc w Portugalii? Zacznijmy od stolicy, czyli Lizbony.

Sardynki, dorada, labraks i oczywiście słynny bacalhau, czyli dorsz na wszelkie możliwe sposoby, to specjalność lizbońskich knajpek. Największym ich zagłębiem jest Rue Augusta (główny turystyczny deptak, prowadzący do Placa de Comercio) oraz równoległa do niej Rue dos Correeiros. Ceny, jak nie trudno się domyślić, są tu nico wyższe (choć nadal korzystne). Jeśli więc w Lizbonie jesteście krótko i nie chcecie zbyt wiele czasu poświęcać na szukanie jedzenia to wybór jednej z tych restauracji będzie strzałem w dziesiątkę. Ja zdecydowanie polecam Restaurante Cervejera przy Rue dos Correeiros 216. Porcje optymalne, ryba świeża, a wystrój przyjemny (nasz ulubiony stolik to ten przy akwarium pełnym krabów ;) ). Do tego miła obsługa z polskim akcentem (i to dosłownie) – jeden z kelnerów (Pedro) ma żonę Polkę i nieźle włada naszym językiem, a do mieszkańców kraju nad Wisłą ma szczególny sentyment. Jedliśmy tam kilka razy – ja głównie grillowaną doradę, a Leo dorsza i owoce morza. Ceny uważam za niezbyt wygórowane jak na tę dzielnicę – ok. 11-15 euro za porcję.

dsc_2814 dsc_2711 dsc_2712 dsc08220 dsc_2813

Jak już wspomniałam przy Rue dos Correeiros jest też mnóstwo innych restauracji, ale niestety nie wszystkie mogą pochwalić się tak wysokim poziomem.Knajpa, której zdecydowanie nie polecam to El Carpaccio. Wiele do życzenia pozostawia tu nie tylko jakość i świeżość produktów, ale też  standardy czystości kuchni, do której zajrzałam, zupełnie przypadkiem, wchodząc do znajdującej się vis-a-vis toalety. W El Carpaccio zamówiliśmy talerz grillowanych ryb dla dwóch osób, do czego zachęciło nas zdjęcie w menu. Niestety to co dostaliśmy było mocno rozczarowujące. Nie dość, że porcja okazała się sporo mniejsza to ryby były bardzo przesuszone i raczej z zamrażarki niż prosto z kutra (mimo, że na zdjęciu nie wygląda to tak źle jak smakowało). Oj przydały by im się Kuchenne Rewolucje.

dsc_2600 dsc_2599 dsc_2597

Zostając w centrum miasta nie mogę nie wspomnieć o Pastel de Bacalhau -przepysznych pasztecikach z dorsza, sera owczego i ziemniaków jakie serwują w Casa Portuguesa. Choć to prawdziwa bomba kaloryczna, to tego słynnego portugalskiego przysmaku spróbować po prostu trzeba. Taki pasztecik to genialny pomysł na przekąskę w trakcie aktywnego turystycznie dnia. Nazwałabym to zdrowym fast foodem, choć w wyjątkowo wyrafinowanym wydaniu. Cena jednej sztuki = 3 euro.

dsc_2258 dsc_2257 dsc_2259 dsc_2256 dsc_3045 dsc_3048 dsc_3047

Natomiast dla tych, którzy wolą przekąsić coś lżejszego proponuję udać się do Zarzueli. Znajdą tu coś dla siebie zarówno bezglutenowcy, alergicy, cukrzycy, odchudzający się jak też osoby, które po prostu chcą zdrowo i pysznie zjeść. Dla mnie hitem karty są własnej roboty, naturalne, bezcukrowe (słodzone stewią) lody. Cena może wydawać się spora (2 euro za porcję, 3.8 euro za dwie i 1.7 euro za każdą kolejną), ale jedna taka kulka jest wielka jak dwie w innych lodziarniach. Moje ulubione smaki to natas (mleko z dodatkiem karmelu) i sorbet z mango. Pycha! W ofercie jest też sporo ciast i koktajli owocowych, ale także dania śniadaniowe, sałatki, a nawet zdrowe frytki i burgery.

dsc_2671 dsc_2673 dsc_2676

A teraz pora na deser, czyli na legendarne Pasteis de Nata. Delikatne ciasto francuskie wypełnione mlecznym kremem to znana na całym świecie specjalność portugalskich cukierników. Próbowałam tych ciastek w kultowej Pasteis de Belem i muszę powiedzieć, że WOW! To zdecydowanie najlepsze ciacha jakie jadłam. Jeśli więc będziecie w Lizbonie, koniecznie spróbujcie. Wiem, że zachęcanie do słodkiego nie pasuje do bloga o zdrowym stylu życia, ale dla Pasteis de Nata warto zrobić wyjątek. Kaloryczność jednego ciacha to 143 kcal. Pasteis de Nata serwowane są w wielu miejscach Lizbony, ale zdecydowanie polecam Pasteis de Belem, czyli pierwszą i jedyną, która ma prawo serwować te ciastka pod swoją oryginalną nazwą (Pasteis de Belem oczywiście).

dsc07489 dsc07495 dsc07496 dsc07494 dsc07498 dsc07493 dsc07490 dsc07500 dsc07506dsc_3030 dsc_3032

Na zakończenie naszej podróży po smakach Lizbony muszę napisać o czymś co z portugalską kuchnią ni jak się nie kojarzy, czyli sushi. Ten japoński przysmak można zjeść w Lizbonie w cenie i jakości u nas, ani nigdzie gdzie dotąd byliśmy, niespotykanej. Co prawda formuła „all you can eat sushi” jest nam znana, ale nie widziałam jeszcze, by pod tym hasłem kryło się również sashimi (i to aż z 5 rodzajów ryb) czy ceviche. W Arigato Sushi do wyboru mamy kilkanaście rodzajów sushi (na słono i na słodko), sashimi, ceviche, zupę miso, makarony i inne azjatyckie dania na ciepło. Coś absolutnie rewelacyjnego i o dziwo niezbyt drogiego – 15.90 euro (świetna cena jak na taką różnorodność)!  Arigato to moje największe odkrycie w Lizbonie i miejsce, do którego, gdy tylko będę tam następnym razem, na pewno wrócę. Dodatkowy plus to dwie lokalizacje – jedno w pobliżu Oceanarium, drugie na terenie Areny Byków na Campo Pequeno. Do obu z centrum dojedziemy metrem w zaledwie kilka minut.

kolaz-eat-lisboa dsc_2942 dsc_3057 dsc_3061 dsc_3055 dsc_3062 dsc_2779 dsc_2778

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry