Lizbona, czyli tramwajem po wzgórzach

Poprzedni wpis poświęciłam atrakcjom w Porto, Bradze i Aveiro, a dziś zabiorę was do Lizbony, czyli miasta, które absolutnie zawładnęło moim sercem.

W Lizbonie spędziliśmy 8 dni, a dotarliśmy tam autobusem Rede Expressos za jedyne 14 euro/os. Tu od razu pochwalę portugalskiego przewoźnika, bo tak wygodnym środkiem transportu jeszcze nie podróżowałam. Skórzane fotele, klimatyzacja, szybkie wifi, dużo miejsca na nogi, a do tego czysto i pachnąco, po prostu bosko. „Bosko” to też idealne słowo, by określić to jak czuliśmy się w Lizbonie. Wspaniałe jedzenie (o czym napiszę w oddzielnym artykule), niesamowita atmosfera, ciekawa architektura i niezapomniane widoki z miradouros… już tęsknię!

Co warto zobaczyć w Lizbonie

Portugalska stolica to miasto mocno dotknięte tragicznymi wydarzeniami. W 1755 roku została całkowicie zniszczona przez najsilniejsze w historii Europy trzęsienie ziemi, po którym część miasta zalała gigantyczna fala tsunami, a resztę pochłonęły trwające 5 dni pożary. Nie zachowało się prawie nic, a śmierć poniosło dziesiątki tysięcy osób. Szczęście  w nieszczęściu – premier i pierwszy doradca króla Józefa I, Markiz de Pombal, zdołał wprowadzić rozwiązania, dzięki którym odbudowano Lizbonę w ciągu zaledwie 2 lat. Jego genialny, aczkolwiek radykalny pomysł, aby do pracy przy odbudowie zaangażować wszystkich ocalałych mieszkańców, jednocześnie uniemożliwiając im ucieczkę z miasta, okazał się wielkim sukcesem. Bardzo dobrym miejscem na poznanie tej i innych historii związanych ze stolicą Portugalii jest Lisboa Story Centre, ale więcej o tym w dalszej części artykułu. A teraz krótki przegląd atrakcji uszeregowanych według dzielnic.

Belem

Zaczynam od Belem, bo choć nieco oddalona od ścisłego centrum Lizbony, to jest niebywale atrakcyjna pod względem turystycznym. Zachwyceni będą zwłaszcza pasjonaci sztuki współczesnej, na których czeka najlepsze tego typu muzeum jakie dotąd zwiedzałam.  Muzeum kolekcji Berardo, bo o nim mowa, przeprowadza zwiedzających przez wszystkie nurty nowoczesnej sztuki, przedstawiając dzieła mniej i bardziej znanych artystów (w tym m.in. Salvador Dalí, Pablo Picasso, Andy Warhol). Niemal każdy z eksponatów jakie są tam zebrane, porusza emocje, zadziwia, zachwyca, bulwersuje lub pobudza do myślenia, a to moim zdaniem w sztuce (zwłaszcza współczesnej) najważniejsze. W skali od 1 do 10 daję 11. PS. Muzeum jest bezpłatne :)

 

Zostając w Belem polecam też Muzeum Powozów, które podzielone jest na dwie części. My niestety zdążyliśmy zwiedzić tylko tę starszą, ale i tak było warto.

Jeśli natomiast chodzi o najbardziej znane zabytki znajdujące się w Belem, czyli Pomnik Odkrywców i Wieżę, to oczywiście nie odradzam, bo to trochę jakby kwestionować zasadność wchodzenia na Wieżę Eiffla w Paryżu, nie mniej jednak nie będą rozpływać się nad ich pięknem.

Wieża w Belem to bez wątpienia jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli Lizbony, dlatego trudno się dziwić tłumom turystów jakie chcą ją zobaczyć. Jeśli jednak planujecie wejść na szczyt, musicie uzbroić się w cierpliwość, bo w sezonie ustawiają się tu kilkugodzinne kolejki. Nie bez powodu ostatnie wejście przewidziane jest na 1,5 godziny przed zamknięciem – wewnątrz, już po zakupie biletu, czeka druga kolejka, tym razem do schodów na szczyt. Myślałam więc, że skoro tyle ludzi, mimo wszystko, pokornie czeka, to naprawdę warto. Cóż… nie warto. Widoki z każdego z lizbońskich miradourosów (punktów widokowych) biją ten na głowę.

dsc08954

Podobno to co podziwiać można z Pomnika Odkrywców jest ciekawsze, ale niestety nie mieliśmy szczęścia, gdyż trafiliśmy na jego renowację. Szkoda, bo na zdjęciach w przewodniku  wygląda przepięknie. Na naszych nieco gorzej…

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo dzięki temu mieliśmy więcej czasu na degustację przepysznych Pastel de Nata, w najstarszej, działającej od 1837 r.,  Pasteis de Belem.

Ta słynna ciastkarnia znajduje się ok. 300 metrów od Klasztoru Hieronimitów. Wrażenie jakie robi ten przepięknie zdobiony klasztor jest wprost proporcjonalne do jego rozmiarów. My zazwyczaj kościoły oglądamy z zewnątrz, ale te największe, najciekawsze lub najoryginalniejsze, staramy się zwiedzić także w środku. Klasztor Hieronimitów śmiało możemy wpisać w każdą z tych kategorii.

klasztor-hieronimitow

Wyjeżdżając z Belem zabytkowym tramwajem numer 15 udajemy się do ścisłego centrum miasta, gdzie atrakcji również nie brakuje.

Alfama

Alfama, czyli najstarsza dzielnica Lizbony. Zabytkowe kamienice pokryte kolorowymi płytkami ceramicznymi (azulejo) i przepiękny zachód słońca na Zamku św. Jerzego to moje najlepsze wspomnienia nie tylko z Alfamy, ale z całego wyjazdu do Portugalii.

Zamek św. Jerzego położony jest na najwyższym z siedmiu lizbońskich wzgórz. Warto odwiedzić go późnym popołudniem, tak by zdążyć przejść się po ruinach, a potem móc rozkoszować się widokiem na całe miasto oświetlone promieniami zachodzącego słońca.

dsc09289 dsc09184 dsc09342 dsc09334 dsc_2852 dsc09354
Zamek św. Jerzego to jednak nie jedyne miejsce w Alfamie, z którego podziwiać można panoramę Lizbony.  Miradouro Portas do Sol i Miradouro de Santa Luzia to także idealne miejsca na spędzenie romantycznego wieczoru.

Muzea w Alfamie to przede wszystkim Muzeum Fado i Muzeum Narodowe Azulejo. Oba warto zobaczyć, choćby dlatego by dowiedzieć się czegoś więcej o najważniejszych elementach portugalskiej kultury, bez których atmosfera tego kraju, a zwłaszcza jego stolicy, nie byłaby tak niesamowita.

Muzeum Narodowe Azulejo jest bez wątpienia miejscem interesującym, zwłaszcza przez skupienie tak dużej różnorodności kolorowych płytek ceramicznych w jednym budynku. Przyznam się jednak, że miałam nieco wyższe oczekiwania co do tego muzeum… Nie mniej jednak, na pewno warte zobaczenia, zwłaszcza ze względu na biało-niebieską panoramę Lizbony ułożoną właśnie z azulejos.

Z kolei Muzeum Fado zaskoczyło mnie i to bardzo pozytywnie. Można tu zapoznać się z tradycyjną portugalską muzyką, która niestety, wbrew temu co mówią przewodniki, nie rozbrzmiewa w uliczkach Lizbony (będąc tam ponad tydzień słyszeliśmy ją może raz). A szkoda, bo to naprawdę nastrojowe dźwięki. W Muzeum Fado jest ściana z sylwetkami największych twórców Fado i wciskając na audio-guidzie odpowiedni numer, można posłuchać wybranego wykonawcy. Świetna sprawa.

fado-kolaz-4 Ciekawy był też film, w którym artyści tworzący tę muzykę mówili czym ona dla nich jest i czy można się jej nauczyć. Wniosek: jeśli nie jesteś Portugalczykiem (najlepiej w podeszłym wieku) – no way! ;)

I ostatnia rzecz, która w tym muzeum absolutnie mnie zachwyciła, to czasowa wystawa portretów, a dokładniej technika jaką zostały wykonane te trójwymiarowe dzieła. Być może dla wielu z was jest ona znana, ale ja spotkałam się z czymś takim pierwszy raz i jestem pełna podziwu dla twórców tych niesamowicie trudnych, ale jakże efektownych dzieł. fado-kolz-3 fodo-kolaz fado-kolaz-2

W Alfamie warto też zobaczyć Panteon, który robi wrażenie nie tylko z zewnątrz, ale też w środku.

Za to Muzeum Teatru Rzymskiego zdecydowanie można sobie darować.

Baixa

Kolejna dzielnica Lizbony, która wprawia w zachwyt. Jej dzisiejszy wygląd to zasługa Markiza de Pombal i jego architektów, którzy po wspomnianym już trzęsieniu ziemi z 1755 r stworzyli ją na nowo, zupełnie inaczej niż przed tragedią. To właśnie tu, nad samym brzegiem rzeki Tag, znajduje się największy i najbardziej znany plac Lizbony, czyli Praca do Comercio. Na plac wejdziemy pod Łukiem Triumfalnym, wokół placu znajdują się urzędy i restauracje, a w środku pomnik Józefa I.

 

Łuk Triumfalny to jedna z ładniejszych atrakcji tej części miasta. Za niewielką opłatą można wjechać na górę i podziwiać plac Comercio, rzekę Tag i najbardziej reprezentacyjna aleję Lizbony, czyli Rua Augusta.

dsc_2473

dsc_2518Przy Praca Comercio znajduje się też wspomniane na początku Lisboa Story Center, czyli idealne miejsce, aby w przystępny i atrakcyjny sposób poznać historię Lizbony.

Avenida de Liberdade, czyli Aleja Wolności jest nam szczególnie bliska, bo hostel Residencial Marisela, w którym się zatrzymaliśmy, znajduje się blisko Parku Edwarda VII (początku alei), więc każdego dnia przemierzaliśmy ją dwukrotnie. Aleja Wolności jest dość długa – ciągnie się aż do Praca dos Restauradores, ale spacer pod drzewami, wzdłuż najbardziej luksusowych sklepów i hoteli to czysta przyjemność.

Bairro Alto

Mam wrażenie, że Bairro Alto w dzień śpi, a ożywa wieczorem, by do godziny 2 w nocy (gdy wszystkie knajpy muszą zostać zamknięte) być centrum życia całej Lizbony. Tłumy młodych ludzi bawiące się na wąskich uliczkach Bairro Alto są czymś niezwykłym. Każdego wieczoru spotykaliśmy tu tysiące osób siedzących w barach i restauracjach albo po prostu stojących na ulicy, pijących wino, palących ławo dostępny tu haszysz i marihuanę. Świetna, imprezowa atmosfera, ale dla mieszkańców to musi być koszmar.

Dużo ludzi jest też zawsze na Miradouro de Sao Pedro de Alcantara. Trudno się dziwić, widok z tego tarasu jest naprawdę genialny.

Nieco mniej podobał mi się natomiast Miradouro de Santa Catarina – ludzi podobnie wielu, za to widok głownie na Tag.

 

Chiado

W dzielnicy Chiado najciekawsze wydało mi się Narodowe Muzeum Sztuki Nowoczesnej „Chiado”.

Campo Pequeno

Największą atrakcją Campo Pequeno jest Muzeum Gulbenkiana, w którym znajduje się mnóstwo fantastycznych, starannie wyselekcjonowanych przedmiotów z kolekcji ormiańskiego biznesmena Calouste Gulbenkiana (na mocy jego testamentu z 1956 roku powołano fundację, której częścią jest właśnie to muzeum).

W pobliżu, a dokładniej na terenie tego samego parku, znajduje się Centrum Stuki Nowoczesnej im. Jose de Azeredo Perdigao. Nie można go przegapić ze względu na naprawdę interesujące eksponaty – fikuśne meble, intrygujące obrazy i zaskakujące instalacje.

W dzielnicy Campo Pequeno jest też Arena walki Byków. Korridy nie polecam z oczywistych (moralnych) względów. Jak to jednak mówią ciekawość to pierwszy stopień do piekła, bo to właśnie ona raz w życiu skłoniła mnie do obejrzenia tego „przedstawienia”. Było to w Madrycie i… więcej już się nie powtórzy. Relację z tej wizyty możecie przeczytać na blogu. Tyle w tym kontrowersyjnym temacie. Jednak sam budynek, w którym mieści się arena jest nie tylko ciekawy z zewnątrz. W środku jest centrum handlowe i kilka restauracji, w tym najlepsze i najtańsze sashimi jakie w życiu jadłam. Arigato Sushi ma w zasadzie dwie restauracje – drugie na terenie Oceanarium, czyli w dzielnicy Parque dos Nacoes.

Parque dos Nacoes

To najnowocześniejsza część Lizbony – większość obiektów to pozostałość po światowej wystawie Expo z 1998 roku. Czytając o tym w przewodniku wyobrażałam sobie futurystyczną dzielnicę, pełną przeszklonych biurowców i innowacyjnych rozwiązań. No cóż… rzeczywistość często mija się z wizjami. Oczywiście Dworzec Oriente, czy Centrum Handlowe Vasco da Gama, robi wrażenie, ale z nowoczesnością jaką widzieliśmy ostatnio choćby w Walencji, nie miało to nic wspólnego.

nowa-dzielnia

O Oceanarium nie mam za dużo do powiedzenia, ponieważ nie byliśmy w środku, za to sama bryła, nawet widziana z góry (tj. z wagonika kolejki linowej) nie cieszy oka, a raczej przytłacza masywnością. Jedno co mogłabym tu polecić to właśnie przejażdżka kolejką linową (teleferico) wzdłuż rzeki Tag i to też tylko dlatego, że lubię ogarniać rzeczywistość z lotu ptaka, bo widok na wodę i niezbyt atrakcyjne dachy tej okolicy nie powalają na kolana..

I tak oto dobrnęliśmy do końca naszej wspaniałej podróży po Lizbonie. Oczywiście w tym (i tak już bardzo obszernym) artykule nie ujęłam jednodniowych wycieczek do Sintry, Coimbry i Cascais, ale co się odwlecze to nie uciecze i już wkrótce wrzucę słodko-gorzką relacje również z tych miejscowości.

Tagged under: , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry