Malaga, tiki taki i… migdałki ;)

Żyć tam, gdzie słońce świeci przez 320 dni w roku, to marzenie. Cudownie byłoby budzić się o świcie i wpuszczać do pokoju złociste promienie. Tak właśnie jest w Maladze, pięknym, hiszpańskim kurorcie, który skradł moje serce.

kolaż z malagi 2

Byliśmy w Maladze niecałe 4 dni, ale czułam się tam tak, jakbym mieszkała od zawsze. Spokojnie, bez pośpiechu i natłoku myśli – naprawdę odpoczęłam. Do tego, gdy w Polsce wciąż padało, a temperatura spadła poniżej zera, tam słupki rtęci sięgały 20 kresek.To był w zasadzie nasz pierwszy zimowy wyjazd w tak ciepłe miejsce, ale na pewno będziemy to powtarzać. O ile oczywiście nie przeprowadzimy się do Malagi na stałe, co byłoby prawdziwym spełnieniem marzeń. ;) Niestety jednak takie wyjazdy są jak czytanie bajek, przenosisz się na moment do innego magicznego świata, problemy znikają, a ty żyjesz chwilą. Tylko kiedy już odkładasz książkę i musisz wrócić do rzeczywistości to to naprawdę boli. A jak wraca się z upalnego Costa del Sol na zimne i mokre lotnisko Warszawa Modlin to aż łzy cisną się do oczu. A może to krople deszczu… Nieważne. Koniec tego filozofowania. Wracam do tematu Malagi. Na początek kilka zdjęć wprowadzających w klimat.

DSC02936

DSC03091DSC02945DSC02827DSC02714DSC03085DSC03124DSC03455DSC03497DSC03600DSC03538Poranny jogging wzdłuż nadmorskiego pasażu (Paseo Maritimo Pablo Ruiz Picasso) daje DSC02928więcej energii niż pudełko czekoladek i poprawia humor prawie tak jak migdały w karmelu, przysmak Andaluzji, o którym jeszcze opowiem.

Warto zatrzymać się tam na dłuższą chwilę, aby poczuć ten spokój, wolność i radość życia, jaką mają w sobie Hiszpanie. Tam nikt się nie spieszy, nie stresuje, nie ma ciśnienia… hmm… tak bardzo im tego zazdroszczę i tak bardzo DSC03580chciałabym się tego o nich nauczyć.

DSC02861

Jednym z moich ulubionych momentów w ciągu dnia była poranna kawa w Costa Coffee. Siadaliśmy w sali na piętrze, skąd widać było cały Plaza de la Constitución (główny plac Malagi, przy którym znajduje się ratusz miejski). Tam właśnie opracowywaliśmy sobie z Leo plan zwiedzania na następne kilka godzin. A do zobaczenia w Maladze (wbrew temu co mówią przewodniki) jest naprawdę wiele. Jeśli chodzi o muzea to obowiązkowo Dom Picassa. Dlaczego? Głównie dlatego, że… to dom Picassa. Poza tym nic specjalnego tam nie ma. Bardzo liczyłam na to, że podobnie jak w amsterdamskim Domu Rembrandta, zobaczyć będzie można jak mieszkał artysta, jak wyglądała jego pracownia, gdzie spał, co jadł…cokolwiek co oddałoby klimat tamtych czasów. Nic z tych rzeczy. Dom przerobiony na fundację pozbawiony został życia, artystycznego ducha, wyjątkowości. Nieco lepiej jest w Muzeum Picassa, ale i tak nie umywa się ono do Museu Picasso de Barcelona, które miałam przyjemność zwiedzić 3 lata temu.

Celowo jednak zaczęłam od najsłabszego punktu na mojej liście zabytków, aby teraz móc już tylko się zachwycać. I tak też zrobię w odniesieniu do Centre Pompidou Malaga. To wspaniałe muzeum sztuki współczesnej położone w centrum portu Muelle Uno, wyróżnia się ciekawą, kolorową bryłą w kształcie sześcianu. Ekspozycje przypominają te jakie podziwiać można w paryskim Centre Pompidou, czyli oryginalność odmieniona przez wszystkie przypadki. Super!

pompidou malaga

A teraz parę słów o prywatnych kolekcjach, które urzekły mnie czymś więcej niż same eksponaty. Pierwsze to Muzeum Flamenco, drugie – Muzeum Szkła i Kryształu.

Do Muzeum Flamenco swoje kroki powinien skierować każdy, kto chcę poczuć klimat hiszpańskiego domu. Na dole skromny bar z nakrytymi ceratą stolikami, a za ladą właściciel, były tancerz flamenco. Ten przemiły człowiek, choć nie zna słowa po angielsku, oprowadził nas po swoich włościach. Wspaniała kolekcja strojów, instrumentów, figurek, zdjęć, plakatów i obrazów, zapada w pamięci na długo. Naprawdę warto to zobaczyć… Choć trafić, przyznaję, nie jest łatwo (trzeba dobrze się przyglądać, bo wejście do Museo de Art Flamenco nie różni się niczym od drzwi do sąsiednich domów).

flamenco

Muzeum Szkła i Kryształów. Przepiękna kolekcja kieliszków, wazonów, figurek, naczyń i wielu innych przedmiotów, to nic w porównaniu z właścicielem. To dopiero oryginał (oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Pasjonat, człowiek żyjący tym miejscem, uwielbiający o nim mówić, chwalić się każdym z przedmiotów, opowiadać o ich historii. Do tego dowcipny, ale nie w nachalny czy niesmaczny sposób. Wszystko z klasą i umiarem. Bardzo ucieszył się, że jesteśmy z Polski, tak jak jedna z jego mis. Z tą misą związana jest ciekawa historia, ale nie będę zdradzała, żeby rozbudzić waszą ciekawość i zachęcić do osobistego odwiedzenie tego miejsca. Zdradzę za to inną jego tajemnice – biznesową (a że to człowiek bogaty nie tylko duchowo, ale i materialnie, to na rzeczy raczej się zna). Powiedział, że inwestować należy w to co akurat jest tanie i popularne. Za kilka lat zniknie z rynku, a za kilkanaście powróci sentyment. Wtedy cena tego przedmiotu bardzo wzrośnie. Ciekawa koncepcja, prawda?

malaga - kolaż 3
Po intensywnym zwiedzaniu można porządnie zgłodnieć. I to tak, że hiszpańskie tapas raczej nie wystarczy. Przez pierwsze dwa dni ssanie w żołądku zagłuszaliśmy jedzeniem przywiezionym z Polski. Mało romantycznie, ale ekonomicznie. Za to trzeciego dnia postanowiliśmy poszaleć. Wybraliśmy się do wypatrzonej dzień wcześniej knajpki na El Muelle, czyli w strefie rozrywki na wybrzeżu doku. Ja zamówiłam doradę, a Leo steak i ciasto czekoladowe na deser. Moja ryba była przepyszna, idealnie upieczona, z chrupiącą skórką, a przede wszystkim bardzo zdrowa. Steak, który zamówił Leo był równie dobrym wyborem, niezbyt tłusty, ale soczysty kawałek mięsa. A deser? No cóż… Bomba kaloryczna, ale i smakowa. :) Ceny przystępne jak na taką lokalizacje (ok 15-20 euro za porcję).

DSC03033
kolazst malagaOstatniego dnia w Maladze obiad zjedliśmy w niewielkiej restauracji w centrum miasta (nazwy niestety nie jestem sobie w stanie przypomnieć). Wybrałam tam okonia z grilla, a Leo zdecydował się na pierś z kurczaka. Fajne jedzenie, ryba niestety przesolona. Gdyby nie ten szczegół to byłabym zachwycona, gdyż typowo hiszpański wystrój lokalu, w którym wieczorami podziwiać można występy flamenco, PicMonkey Collage lody malagato coś czego szukałam.

Nie można mieć jednak wszystkiego, ale można zneutralizować słony posmak w ustach przepysznymi lodami. A jeśli są to jeszcze lody bez cukru to jest mi jak w niebie. Fantastycznie! Poza lodami urzekły mnie jeszcze migdały w karmelu, które można było kupić niemal na każdym rogu. Ja jednak polecam odwiedzić sklep Sabor a Espane, gdzie dostaniemy je w wersji sugarfree. PysznoścDSC02583i bez wyrzutów sumienia! Bez wyrzutów można też oczywiście konsumować hiszpańskie pomarańcze – są tam wyjątkowo tanie i dostępne w każdym sklepie, na targu, bazarze, a nawet na drzewach w centrum miasta (tych jednak zrywać nie polecam).
Choć o Maladze mogłabym mówić jeszcze długo, myślę, że i tak piękna tego miasta nie oddam słowami. Tam po prostu trzeba polecieć.

Tagged under: , ,

2 Komentarze

  1. Madzia Odpowiedz

    Cudowne miejsce! Uwielbiam hiszpańską kuchnię, gazpacho mogłabym jeść codziennie ;) Kocham tez hiszpańską pogodę, na szczęście widzę, że w Polsce nieśmiało zaczyna się wiosna :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry