Porto smakuje! I to jak!

Porto to idealne miejsce dla fanów świeżych ryb i owoców morza. Wiem, wiem… jestem monotematyczna, albo raczej „monogastronomiczna”, ale cóż poradzę, że moje kubki smakowe tak bardzo uwielbiły sobie morskie smaki… Zamiast jednak rozwodzić się na temat swoich preferencji kulinarnych przejdę do konkretów, czyli miejsc, gdzie w Porto na rybkę iść po prostu trzeba!

Absolutną perełką, której w Porto przeoczyć po prostu nie można jest Matosinhos. Zapach grillowanych ryb i gwar dobiegający z pełnych gości knajpek to znak, że lepszej ryby nie dostaniecie nigdzie! I nie ważne, że ulica przy której wstawione są grille wygląda delikatnie mówiąc mało reprezentacyjnie, bo jakość i smak produktów tu serwowanych – pierwsza klasa! Dorada, labraks i sardynki to pozycje, które z długiej listy rybnych przysmaków mieliśmy okazję skosztować. I choć próbowałam tych gatunków w kilku miejscach to tak świeże i rozpływające się w ustach jadłam dotąd tylko raz  – w porcie Pireus. Nic w tym jednak dziwnego biorąc pod uwagę, że Matosinhos oddalone jest od wybrzeża oceanu o zaledwie kilkaset metrów. Ceny jak na Portugalię umiarkowane, czyli około 12-16 euro za pokaźną porcję.

Jeśli jednak jesteście w Porto tylko przejazdem i nie planujecie oddalać się od ścisłego centrum to polecam Gomos De Saudade taberna. Choć położone nad samą rzeką Duero to trafić tu nie tak łatwo, gdyż wejście znajdujące się od strony wąskiej Rua da Reboleira, przypomina raczej drzwi do prywatnego domu niż restaurację. No chyba, że akurat tak jak my macie szczęście i na zewnątrz wystawiony jest grill. Wspaniały, pobudzający apetyt zapach zwabi każdego głodomora. Pyszna, świeża dorada w cenie 10 euro za pokaźnych rozmiarów sztukę to korzystna oferta. Zresztą za ten smak mogłabym zapłacić i dwa razy więcej!

A teraz, żeby nie było tak bezkrytycznie to napiszę o knajpie, gdzie jeść zdecydowanie nie polecam, czyli znajdującej się na tej samej wysokości, ale po drugiej stronie rzeki (tj. w Vila Nova de Gaia) restauracji Cais da Picanha. Choć przyjemny wystrój z marynistycznymi elementami zachęca do skosztowania czegoś z rybnego menu, to smak zdecydowanie rozczarowuje. Niewielkie, przesuszone porcje okonia morskiego za cenę 30-40% wyższą niż w w.w. Gomos De Saudade. Porażka.

Wyszliśmy stamtąd głodni i jedyne co nas uratowało przed burczeniem w brzuchu to przepyszne sery, które można kupić w jednej z budek wystawionych wzdłuż rzeki. Te wspaniałe, mięciutkie, rozpływające się w ustach sery to niewątpliwie jeden z największych skarbów portugalskiej kuchni. Oryginalne Queijo de Azeitão, wyrabiane z mleka owczego są niezwykle delikatne (te najkrócej dojrzewające mają wewnątrz niemal płynną konsystencję). I w tym momencie paradoksalnie cieszę się, że nie mieszkam w Portugalii, bo obawiam się, że nie mieściłabym się w drzwiach.

A jeśli o serach mowa to nie może zabraknąć wina! Niestety nie jestem ekspertem w tej dziedzinie, dlatego zamiast rozwodzić się nad aromatami i bukietem smaków odeślę was do jednaj z wielu winiarni, których szyldy są nieodłącznym elementem krajobrazu Villa Nova de Gaia. W końcu to z czego słynie Porto to właśnie… Porto :)

 

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry