Zakaz śmieciowego jedzenia w szkołach, czyli jedna jaskółka wiosny nie czyni

california-whopperKilka dni temu Sejm uchwalił (co ciekawe niemal jednogłośnie) zakaz „śmieciowego jedzenia” w szkolnych sklepikach. Bardzo dobrze, idea słuszna – zdrowe społeczeństwo, bez nadwagi i problemów zdrowotnych z niej wynikających. No właśnie tylko idea, o tym dlaczego krytycznie oceniam ten ruch ustawodawcy przeczytasz poniżej.

Nasz prawodawca ma pewną przywarę, otóż ciężko mu się zdobyć na swoistą ciągłość uchwalanego prawa. Rzadko jest w stanie pokusić się o rozwiązania systemowe. Stosuje tzw. metodę dziobania – wybiórczo reguluje jakieś kwestie i doraźnie przygasza problemy, zamiast zrobić coś od A do Z i problem rozwiązać. Wynika to z kilku czynników, ale nie będę się tu na ten temat rozwodził, bo to wykracza „nieco” poza tematykę bloga.

Jaki problem mam z tą ustawą (chodzi konkretnie o nowelizację ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia z 23 października 2014)? Pytanie raczej powinno brzmieć jaki problem ma ta ustawa. Otóż – nie rozwiązuje problemu, ktoś tego chyba za dobrze nie przemyślał. Był to projekt obywatelski, więc żeby nie było larum, że rząd wspiera fast foodowy przemysł, to uchwalmy to – dużej szkody nie narobimy.

Przede wszystkim ustawa nie jest zbyt konkretna. Sporo w niej klauzul generalnych, które generują pole do popisu dla interpretatorów. Zakazuje się bowiem sprzedaży produktów zawierających dużo substancji, które przy dłuższym spożywaniu, mogą być niebezpieczne dla zdrowia. Nie ma jeszcze rozporządzenia do tej ustawy, więc ciężko się odnosić co konkretnie jest zakazane, co nie przeszkadza wszystkim twierdzić, że X będzie zabronione a Y dozwolone. Ufam, że Minister Zdrowia poradzi sobie z zadaniem skutecznego określenia granicy co można sprzedawać, a co nie. Nie zmieni to jednak ludzkiej natury. I tak będą przypadki obchodzenia tej regulacji przez szkolne sklepiki, które przecież najlepszy biznes kręcą na tych fast foodach, bo przecież nie na jabłkach.

Choć z drugiej strony można powiedzieć, że klauzule generalne (zwroty nie dookreślone), są zaletą ustawy, bo nadają jej elastyczności. Kwestia co znajdzie się w rozporządzeniu i kto i w jakim kierunku będzie interpretował regulację.

Co ciekawe zgodnie z ustawą dyrektor szkoły w porozumieniu z radą rodziców, może wprowadzić dalej posunięte restrykcje co do żywności sprzedawanej w szkolnym sklepiku. To swoiste superfluum, ponieważ każdy dyrektor już obecnie ma takie prawo. Co więcej w wielu szkołach w tej chwili (wejście w życie ustawy zaplanowano na 1 września 2015r. – pytanie czemu tak późno) sklepiki są wolne od niezdrowej żywności i słodzonych napojów.

Czy to, że zakażemy sklepikom w szkołach sprzedawać śmieci, oznacza, że dzieci nie będą ich jadły? Pewnie, że nie. To nawet nie oznacza, że nie będą ich jadły w szkole. Nie trzeba szukać daleko, w moich czasach na przeciwko mojej podstawówki był bar. Jak ktoś chciał hot-doga, zapiekankę, chipsy czy cokolwiek, a nie było tego w szkolnym sklepiku, to szedł tam na przerwie i kupował. Po pewnym czasie taki asortyment pojawił się również w szkolnym sklepiku. Ot prawa rynku. Dziś nie jest inaczej. Przy szkołach są sklepy. Część pewnie niedługo powstanie by zagospodarować powstałą niszę. Dzieciaki mogą przynieść do szkoły co chcą. Mogą kupić chipsy przed przyjściem, czy po szkole. To dla nich żadna różnica, a więc zakaz jest żadnym rozwiązaniem. Inna sprawa, że niektórzy rodzice sami im kupują te śmieci, czy dają pieniądze z przeznaczeniem na chipsy i colę.

To tylko garstka argumentów przeciw tej ustawie. Żeby nie było, że potrafię tylko narzekać (choć przyznaję, że jestem8459802295_1807df2cfc_c w tym niezły), zaproponuję kilka lepszych rozwiązań dla poprawy zdrowia społeczeństwa, czy choćby dzieci. Można i trzeba zatrzymać plagę otyłości wśród najmłodszych. Są oni bezbronni wobec reklam, które marketingowcy kierują wprost do nich.

Trzeba zacząć edukować społeczeństwo. Od najmłodszych lat. Wiedza dzieci na temat odżywiania jest zerowa, lub wręcz błędna. Wiedzą, że trzeba jeść warzywa i owoce. Część jednak myśli, że jak coś jest kolorowe to oznacza, że zawiera dużo witamin. A widzieliście opakowania słodyczy? Nie wiem jak Was, ale mnie w podstawówce na temat żywienia nie nauczyli nic. Nawet nie wiem czy było cokolwiek na ten temat.

Tak, program jest już przepełniony itd. No, ale wolałbym się na przyrodzie dowiedzieć czegoś przydatnego w życiu niż np. budowy liścia.  A jak nie to na godzinie wychowawczej, na której w 90% przypadków i tak się nic nie robi. Niech szkoła zacznie uczyć czegoś potrzebnego. Jeśli świadomości o tym co jest zdrowe, a co nie – nie wpoją dzieciom rodzice, którzy często sami nic o tym nie wiedzą. To niech chociaż szkoła próbuje. No i zróbmy wreszcie coś z tym wf-em. No bez kitu, za moich czasów, (wcale nie tak dawno) ćwiczyli wszyscy. No dobra jak ktoś miał złamaną nogę, albo był mocno kontuzjowany – to nie. Ale to jedyne wyjątki. Ćwiczyć się po prostu lubiło, nie tylko grać w piłkę, ale także biegać całą godzinę, czy nawet się rozciągać. Człowiek żył i dotleniał się regularnie 3 razy w tygodniu (co i tak jest i było dla mnie wtedy mało, bo jak każdy kochałem wf). Dziś podobno jest inaczej. W modzie jest siedzenie na dupie. Chociaż nie do końca, bo dzieciaki nie załatwiają sobie zwolnienia na dziś czy do końca tygodnia. Od razu z grubej rury – do końca semestru czy roku. W efekcie wcale nie przychodzą na te godziny. Zapytasz rodziców czemu tak – bo syn nie lubi. Nosz kurde, a matmę lubi? – a chodzi! Innym podobnie idiotycznym powodem jest, że dziecko się spoci, albo że może sobie zrobić krzywdę. Krzywdę to rodzic mu wyrządza kombinując mu lewe zwolnienie. Wychowuje przyszłego kalekę, który pozycję siedzącą, zmienia tylko na noc – na leżącą.

Ostatnio coś chyba drgnęło, pojawiła się nowa kampania z Anną Lewandowską. Fajnie, oprócz tego, że pół społeczeństwa ma jej już dość (nie należę do tego grona). Zobaczymy jaki będzie efekt. Wg mnie i tak nic nie przebije tego spotu:

Na koniec podkreślę, że uważam, mimo wszystkich tych obiekcji, że to krok w dobrym kierunku. Zobaczymy czy rząd podąży tą drogą, czy stanie w miejscu. 

2 Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Powrót do góry